Witam
Do rozpoczęcia nowego sezonu Formuły 1 pozostał już tylko niespełna miesiąc, a co za tym idzie każdy już na pewno coraz bardziej zastanawia się jak będzie on wyglądał.Ja przedstawię swoje przemyślenia na ten temat oczekując tym samym na wasze.
Uważąm, że głowną siłę ponownie będą stanowiły Renault, McLaren i Ferrari jednak spodziewam się również powrotu do gry Hondy. Jednak każdy z tych teamów owiany jest pytaniami, wątpliwościami oraz nadziejami.
Renault
Podejrzewam, że nie zdołają utrzymać mistrzowskiej formy aczkolwiek na pewno będą w czołówce. Do takiego zdania motywują mnie dwie sprawy: odejście Alonso po tym sezonie oraz ogólne wątpliwe plany Francuzów na temat ich przyszłosci w F1. Takie zawirowania nigdy korzystnie nie wpływaja na formę drużyny. Kolejnym znakiem zapytania jest traktowanie kierowców. Nie jest tajemnicą, że Alonso był wyraźnie faworyzowany w poprzednim sezonie jednak teraz sytuacja może sie zmienić-nie mówie tu o faworyzowaniu Fisichelli ale o 'równiejszym' ich traktowaniu, głównie za sprawą odejścia po sezonie Alonso. Oczywistym jest fakt, że Flavio nie da raczej zrobić swojemu pupilkowi krzywdy ale jak wiemy nie jest on najważniejsza postacią w Renault i ktoś 'wyższy' może mieć obiekcje w stosunku do Hiszpana za jego ruch. Podsumowując uważam, że te zawirowania obniżą formę Renault i mistrzostwa nie obronią.
McLaren
Nie obawiam się o szybkość McLarena jako samochodu oraz jako drużyny, jako że uważam, iż personalnie mają najlepszy i najszybszy skład. Problemem, jak wszyscy wiemy, może się okazać niezawodność samochodów co jest już bolączką tego teamu od paru ładnych lat. Sytuacja z tym nie wygląda ciekawie co widać po testach(nie mam na myśli czasów, bo one nic nie mówia, ale awarie). Sytuacje komplikuje dodatkowo fakt, iż panowie będą teraz używać V8 czyli jednostek o nowej, innej specyfikacji niż poprzednie co uniemożliwia kontynuowanie prac nad starą jednostką, a zmusza do rozpoczęcia prac na nowo, co sprawę na pewno im utrudni. Jeśli jednak McLaren będzie 'w miare' niezawodny to nie zdziwiłbym się jeśli o tytuł walczyliby między sobą Kimi z Juanem co zwiastowałoby nam świetny sezon i nie stawiałbym tutaj Kolumbijczyka na starconej pozycji.
Ferrari
Wiadomo, że głównym, choć nie jedynym ich problemem w zeszłym sezonie były opony, a dokładniej ich wytrzymałość. Teraz wracają zmiany opon podczas pit stopów, więc jestem pewny, że Ferrari powraca do gry. Aczkolwiek zobaczymy czy będzie ich stać na tytuł-nie wiem jak wypadnie już coraz starszy Schumacher na tle przede wszystkim Juana i Kimiego-czy będzie w stanie z nimi walczyć?Mówi, że ostro nad formą pracuje i mu wierzę.Także myślę, że o tytuł będzie zaciecie walczył i z całego serca życze mu aby go zdobył. Znak zapytania należy postawić obok Massy. Osobiście wierze w wysokie umiejętności Brazylijczyka ale obawiam się jak na niego wpłynie jazda u boku Schumachera, w dużej mierze zależy to od nastawienia Felipe do tego. Jeśli podejdzie do tego ambicjonalnie i będzie chciał za wszelką cene Michaela pokonać to zostanie stłamszony, jeśli będzie chciał sie przede wszystkim u boku tego genialnego kierowcy uczyć to dużo na tym zyska. Uważam, iż Ferrari i Schumachera można śmiało postawić w gronie faworytów do wygrania tego sezonu-wbrew pozorom myślę, że ten zimny prysznic w postaci ubiegłorocznego sezonu im pomógł.
BAR Honda
Właściwie to nie wiem co z nimi się stało w sezonie 2005. W 2004 roku byli świetni i nagle zanotowali spadek w dół. Uważam, że wyciągneli z tego wnioski i powrócą do gry w czym pewnie nie mały będzie miał udział Barichello i jego ogromne doświadczenie wyniesione z Ferrari. Co do ich rywalizacji myśle, że skończy się ona sukcesem Brazylijczyka. Jenson jest dla mnie takim Damonem Hillem-musi mieć najlepszy samochód żeby wygrywać
Toyota
Nie powiedziałem o nich wcześniej jako o faworytach bo za takich ich nie uważam. Oczywiście wielkie pokłady pieniędzy i japońska kultura pracy dają dużo ale nawet jeśli zbudują bardzo dobry samochód to dużo nie ugrają-mają zbyt słabych i chimerycznych kierowców aczkolwiek pierwsze dziewicze zwycięstwo typuje-i sądze, że zdobędzie je Ralf.
Pozdrawiam
Wczorajszy mecz był istną katastrofą.
Piłkarze Liverpoolu byli genialnie przygotowani na ten mecz. Agresja, wysoki pressing, szybkość i precyzja. No i nastawienie. Sam spodziewałem się autobusu, a gospodarze chcieli odrazu zdobyć bramkę.
Real nie był w zasadzie w ogóle przygotowany na to, co zafundował od pierwszego gwizdka Liverpool.
Wolne tempo rozgrywania akcji, masa podań i próba zdobycia terenu akcjami z dużą iloscią zawodników i podań. W lidze to jeszcze zrozumiem kiedy gramy tak dostojnie przeciwko Espanyolowi, ale z The Reds w 1/8 na dodatek z bramką straty nie ma, co liczyć na dobry wynik.
Pierwsze trafienie kontrowersyjne, a drugiego w zasadzie nie powinno być, ale to i tak nic nie zmienia. Bramki były kwestą czasu. Nawet Iker czasem kapituluje.
Druga połowa była już kończącym obrazem nędzy i rozpaczy. Liverpool odpuscił, a Real zniechęcony, ale atakował. Nikt nie umiał jednak pokonać Reiny nawet z najprostszych sytuacji. I nie było to bynajmniej spowodowane świetną dyspozycją Hiszpana.
Ten mecz ukazał wszystkie nasze braki, o których tutaj często wspominaliśmy. Nie były one jednak tak rażące wobec gry drużyn i kolejnych zwycięstw w La Liga. Mecz z jedną najlepszych 11 w Europie uwydatnił te pustki takie jak, brak skrzydłowego, rozrywającego, lewego obrońcy, czy poprostu cracka.
Własnie cracka. Po słynnych rządach Florentino Pereza drużyna zaczeła byc budowana na grupie solidnych zawodników, którzy mają stanowić zgrany zespół i nie "gwiazdorzyć".
I wychodzimy na tym tak, że w LM dalej jest posucha. Dwukrotne zwycięstwa w lidze z rzędu sa oczywiście sukcesami, ale każdy madridista marzy w tej chwili o Pucharze Europy.
Barcelona ma Messiego, Manchester ma Cristiano Ronaldo, Liverpool ma Torresa... Real ma Robbena?
Właśnie kiedy czytałem na kilku forach sporą nagonkę na brak cracka z prawdziwego zdarzenia w Realu zaczął błyszczeć Robben.
Wyleczenie kontuzji i ustawienie Ramosa, w którym miał pewne miejsce w pierwszym składzie przyniosło na początku 2009 roku wygrane prawie samodzielnie przez Arjena mecze.
Jest to jednak zawodnik, który burzy się gdy jest zdejmowany z boiska mimo słabego wystepu.
To człowiek arogancki i samolubny. Mimo lepiej ustawionych partnerów próbuje najpierw rozegrac akcję samemu.
Na dodatek ma mecze przestojów lub poprostu problemy z agresywnymi i zdecydowanymi obrońcami jakich serwuje chociażby Liverpool.
Nie ma już Ronaldo, który był w stanie zmienić wszystko i w każdej chwili i nie jest to puste gadanie. Umiał to robic na dodatek tak, że brakowało słów.
Nie ma Zidane, który rozgrywał wszystkie akcje Królewskich w swoich latach. Potrafił w każdym meczu, niezależnie od postawy drużyny zarzucić kilka genialnych podań. Guti, czy Senijder nie wybijają sie pod nad wszystko ciągnąc to w górę. Czasami mają genialne zagrania, ale są tylko solidnym elementem całej tej układanki, który gra dobrze lub źle wraz z całą drużyną.
O Heinze nawet nie ma, co pisac. Kiedyś już pisałem, że ten człowiek w Realu to marny dowcip i nadal tego się trzymam.
Ja juz nie chcę przeżywać, więcej kompromitacji w Lidze Mistrzów. Nasuwa mi się tylko jedno nazwisko na myśl. Perez. Florentino Perez.
Człowiek, który jest w stanie sprowadzić na Bernabeu prawdziwych cracków.
Moze i jego ostatnie rządy nie zakończyły się najlepiej, ale teraz ma okazję się zrekompensować. Drugi raz tych samych błędów nie powinnien popełnić.
Trener? Z Juande zobaczy się do końca sezonu. Ma jeszcze pół roku, by przekonać mnie do siebie i obecne/przyszłe władze Realu. Wciąż zostajemy z szansami na zwycięstwo w La Liga.
Jesli nie zdobędzie mistrzostwa lub nie przekona nawet v-ce mistrzem to powinnismy sie z nim pozegnać. Widziałbym wtedy kogoś z Premiership, ale z sukcesami.
Liverpool zagrał wczoraj tak jak gra się w Anglii, a Real rzeźbił tą dostojną piłkę, która w zetknięciu z angielskim futbolem w możliwie najlepszym wykonaniu poniósł klęskę.
Moze to właśnie nieumiejetność gry w Europie z najsilniejszymi? Trzeba grać szybko, precyzyjnie, pressingiem, zdecydowanie i agresywnie. Wolne podawanie bez żadnego pomysłu i liczenie na błysk Robbena, Raula, Higuaina, czy czasem innych wystarczy jedynie na La Liga.